środa, 6 kwietnia 2016

ROZDZIAŁ 1

Przestała płakać. Wiedziała, że płacz nie zmieni decyzji rodziców.
Wyjęła spod łóżka wielką, czarną walizkę. Pakowała po kolei wszystkie ciuchy i inne drobnostki. Nie zapomniała o najważniejszej rzeczy. O aparacie fotograficznym. Dostała go na swoje osiemnaste urodziny. Od tamtej pory fotografowanie stało się jej pasją. Każdą wolną chwilę spędzała na robieniu zdjęć. Sprawiało jej to przyjemność.
  Zmęczyła się tym wszystkim. Pakowanie było dla niej czymś okropnym. Robiąc to, zdała sobie sprawę z tego, że spędza ostatnią noc w domu. Było jej smutno. Nie chciała płakać, raczej nie mogła. Nie miała na to wszystko siły. Poszła wziąć zimny prysznic. Krople wody spływające po jej ciele były dla niej ukojeniem. Prysznic zrelaksował ją, pomógł na chwilę o wszystkim zapomnieć.
  Zrobiła się śpiąca. Położyła się bezsilnie na łóżko. Chciała zasnąć, ale nie mogła. W jej głowie krążyło wiele myśli związanych z dniem wyjazdu. Przekręcała się z boku na bok. Zasnęła po trzech godzinach.

Noc minęła szybko. Nim się obejrzała, stała przed autobusem, który miał ją zawieźć do Bischofshofen. Nadszedł znienawidzony przez nią moment. Musiała pożegnać się z rodzicami, jak i miastem.
- Nie gniewasz się na nas, prawda? - zapytał ojciec, lekko błagalnym głosem
- Nie - odpowiedziała obojętnie
Skłamała. W jej sercu gotowała się złość i żal. Nie była w stanie wybaczyć im tej decyzji.
- Mia, pamiętaj, że cię kochamy. Dasz sobie radę - motywowała ją matka
- Na pewno. Cześć wam - wypowiedziała ostatnie słowa i zniknęła w tłumie, który próbował przedostać się do autobusu.
  Wpatrywała się w okno. Razem z mijającymi kilometrami znikało piękno kraju. Nie chciała na to patrzeć. Założyła słuchawki. Przyjemna muzyka sprawiła, że odpłynęła. Zasnęła. Tak poprostu.
- Proszę pani, jesteśmy już na miejscu - obudził ją głos nieznajomego mężczyzny
- Naprawdę? Już wychodzę - odparła zachrypniętym głosem i wyszła z autobusu.
Odjechał, a ona została sama. W jednej ręce trzymała walizkę, a w drugiej kartkę z adresem, pod którym znajdowała się posiadłość cioci.
Nie spodziewała się, że będzie tak szybko na miejscu. Przed nią stał wielki, biały dom z czarnym dachem. Ruszyła niepewnym krokiem w stronę drzwi. Zapukała. Nie musiała długo czekać na odpowiedź. Ku jej oczom ukazała się niewysoka, z lekko siwym włosami kobieta.
- Mia, w końcu jesteś! Zapraszam!
Weszła. Rozejrzała się dookoła. Była pod wrażeniem. Wnętrze było nowoczesne, idealnie podpasowane pod jej gust. Czuła się tam dobrze, jak w domu.
- Pewnie jesteś głodna? Zrobię ci kanapki na kolację - zaproponowała
- Nie, dziękuję. Najchętniej poszłabym do pokoju.
- No dobrze. Na górze, pierwsze drzwi na lewo. Tuż obok jest łazienka. Czuj się jak u siebie - powiedziała sympatycznym głosem
- Dziękuję.
Lada chwila znalazła się w pokoju. Pomieszczenie było małe, wydawało się bardzo przytulne.
  Chciała odpocząć. Zmęczyła się tym wszystkim. Podróżą, pożegnaniem.
Wzięła zimny prysznic. Marzyła o tym, odkąd znalazła się w tym domu.
  Zrelaksowana położyła się do łóżka. Wpatrywała się w okno, które znajdowało się na przeciwko. Zobaczyła coś, co ją urzekło. Zza drzew wyłaniał się wielki obiekt. Skocznia narciarska.
Mia była zachwycona takim widokiem. Jej pragnieniem było chwycić w dłoń aparat i zrobić kilka zdjęć skoczni. Jedno ją zatrzymywało. Strach. Nie była w stanie pójść sama, na dodatek nocą. Bała się. Zdecydowała, że wybierze się tam następnego dnia, kiedy będzie jasno.




********
Jestem z rozdziałem pierwszym :) ^.^
Mam nadzieję, że nie zanudziłam. Liczę na chociaż jeden motywujący komentarz... ^^ :)
Do zobaczenia! :) ;*


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz