Był wieczór. Siedziała przy stole obok swoich rodziców. Błądziła widelcem po talerzu. Nie miała ochoty jeść. Na sam widok jedzenia robiło jej się nie dobrze. Głuchą ciszę, która panowała w pomieszczeniu, przerwał głos ojca.
- Mia, musimy porozmawiać.
- Dobrze - uśmiechnęła się od niechcenia
- Razem z twoją mamą podjęliśmy decyzję. Pakuj się. Jutro o 15 masz autobus do Austrii. Zamieszkasz u cioci w Bischofshofen.
Zamarła. Myślała, że to jakiś głupi żart albo sen, z którego za chwilę się wybudzi. Ale nie. To wszystko okazało się chorą prawdą.
- Ale jak to? Dlaczego?! - zapytała z przerażeniem, a w jej oczach pojawiły się łzy.
- Pamiętasz jak bardzo starałem się o tę pracę w Irlandii? Dostałem ją. Wyjeżdżamy z mamą za dwa dni.
- Dlaczego nie mogę jechać z wami?!
- Mia, jesteś już dorosła. Musisz poczuć smak odpowiedzialności. Z resztą nie będziesz sama. Będzie z tobą ciocia. A o pieniądze chwilowo nie musisz się martwić. Wyślemy ci wystarczającą kwotę, a potem jak najszybciej znajdziesz sobie jakąś pracę.
- To jest zły pomysł... Ja nie chcę! Nigdzie nie jadę! - próbowała się bronić, ale na marne.
- Bez dyskusji! Jeśli chcesz od nas dostać jakiekolwiek pieniądze, to się lepiej słuchaj - powiedział takim głosem, jakby cieszył się z tego, że w końcu pozbędzie się córki.
- Jesteście okropni! Nienawidzę was! - wykrzyczała i uciekła z płaczem do swojego pokoju.
Chociaż tam miała chwilę dla siebie. Nie rozumiała rodziców. Miała do nich żal, za to, że nie powiedzieli jej wcześniej. Skąd taka nagła decyzja? Wiedziała tylko, że są szczęśliwi z tego powodu.
Położyła się na łóżko, a z jej oczu spływały pojedyncze łzy. Nie była jeszcze gotowa na wyprowadzkę. Nagle miała pozostawić wszystko. Dom, znajomych, miejsca związane z jej miastem. Nie. Nie chciała tego.
Ciocia była dla niej obcą osobą. Widziała ją tylko raz w życiu. Gdy miała dziesięć lat. Nie pamiętała jej.
Była załamana. Szloch, który wydawała, rozchodził się po całym pokoju. Nie potrafiła się uspokoić. To było od niej silniejsze. Wiedziała co jej pomoże. Dźwięk muzyki. Odpowiednie lekarstwo na smutki. Włożyła na uszy słuchawki. Włączyła ulubioną piosenkę. W tamtej chwili nawet to nie pomogło. Słuchając muzyki płakała. Chciała się zbuntować i zostać w swoim rodzinnym domu. Nie mogła. Nie miała wystarczająco dużo pieniędzy, żeby samodzielnie funkcjonować. Była uzależniona od rodziców.
Coraz bardziej płakała. Dała głośniej. Tym razem pomogło. Wpatrując się w biały sufit, nuciła pod nosem ulubiony utwór. Zrozumiała, że jej życie kompletnie się odmieni.
********
Jest prolog :) Tak jakby jest to zapowiedź rozdziału pierwszego, więc nie wiem czy to można nazwać prologiem.
Moim celem jest doprowadzenie tego bloga do samego końca. Mam wiele ciekawych pomysłów, które w swoim czasie zostaną zrealizowane :)
A no i zmieniłam styl pisania. Myślę, że to dobry pomysł :) ^.^
Nie będę zanudzać. Do zobaczenia! :) ;*
Super *.* ciekawe na którym teraz skończysz.. Oby do końca :)
OdpowiedzUsuńZostaję :D
Haha, zobaczymy :D Dzięki :* ^^
UsuńWow zapowiada sie ciekawie 😉 Na pewno zostanę na dłużej. Sorka ze tak późno dodaje koma ale jakos te 24 h zamienia sie na 10 😂 Weny, buźki i do następnego :)
OdpowiedzUsuńDziękuję :) ;*
Usuń